Tatar na drewnianym koniu
Raz w roku przez Kraków tańczy brodaty jeździec w stroju tatarskim i uderza przechodniów buławą. Oto najdziwniejsza tradycja miasta.
W pierwszy czwartek po Bożym Ciele, około południa, spod klasztoru Norbertanek na Zwierzyńcu rusza pochód. Na jego czele idzie Lajkonik: mężczyzna w barwnym stroju i wysokiej czapce, z brodą, który ma przypięty do pasa drewnianego konika i tańczy, podskakuje i uderza ludzi buławą. Dotknięty przynosi szczęście na cały rok. Towarzyszy mu kapela i orszak w strojach tatarskich. Po kilku godzinach, w których zbiera haracz od sklepów i kawiarni, dociera na Rynek, gdzie prezydent miasta wręcza mu okup i puchar wina.
Skąd to się wzięło, nikt nie wie na pewno. Legenda mówi, że w XIII wieku flisacy ze Zwierzyńca zaskoczyli tatarski podjazd, pobili go, przebrali się w stroje zabitych i wjechali do miasta na żart, strasząc mieszkańców. Inni widzą w Lajkoniku ślad pogańskich obrzędów z przełomu wiosny i lata. Tradycja jest udokumentowana od 1738 roku.
Strój, który widzisz dziś, zaprojektował w 1904 roku Stanisław Wyspiański: czerwone i złote szaty, czapka z półksiężycem, bogato zdobiony konik. Waży około 40 kilogramów, a jeździec tańczy w nim przez sześć godzin. Przez ostatnie dziesięciolecia Lajkonikiem był jeden człowiek, Zbigniew Glonek, który przejął rolę po ojcu — w Krakowie to prawie urząd dziedziczny.
Jeśli jesteś w mieście w czerwcu, sprawdź datę. Najlepsze miejsce to ulica Zwierzyniecka i Rynek po południu; warto podejść i dać się uderzyć. A przez cały rok Lajkonika spotkasz na pamiątkach, szyldach i w Domu Zwierzynieckim, gdzie przechowują dawne stroje.